sobota, 17 czerwca 2017

Audrey

W dzisiejszym poście chciałabym przedstawić kolejną lalkę od Roba Tonnera.  Najprawdopodobniej jest to model kit. 
Postanowiłam ją nazwać Audrey od znanej aktorki, będącej obecnie ikoną mody - Audrey Hepburn. Ta czarnowłosa piękność mieszka u mnie jakiś czas, ale z powodu przeprowadzki, a tym samym wielkiej rewolucji jaka panuje obecnie wokół mnie, dopiero dziś znalazłam chwilę by móc pokazać wam jej piękno.
Sama nie wiem dlaczego, ale jeszcze jakiś czas temu nie przepadałam za tonnerkami a dziś mam ich dokładnie cztery i wszystkie darzę wielką miłością.  Co nie zmienia faktu, że tęsknię za tematem żywicowych lalek... 

W dzisiejszej sesji starałam się pokazać piękno mojej Audrey, efekt pozostawiam do waszej oceny... :)









wtorek, 16 maja 2017

Sayuri

Czekała na mnie rok, a może nawet dłużej... Wiele razy oglądałam jej zdjęcia, i słyszałam w głowie głos krzyczący: kup mnie, chcę do twojej kolekcji!!! Więc nie kazałam jej dłużej czekać i zaprosiłam ją do siebie. Ta czarnowłosa piękność o oczach barwie deszczu i porcelanowej cerze to Tonner Shinyuu Mina. Lalka została wyprodukowana w 2007 roku. Przybyła do mnie z certyfikatem, z którego wynika, że jestem jedną z 250 szczęśliwych posiadaczy tej limitowanej piękności...

Zaraz po przybyciu otrzymała ode mnie nowe imię - Sayuri. 
Dla mnie jest ona idealnym odzwierciedleniem głównej bohaterki filmu "Wyznania Gejszy" Sayuri Nitta. Ma piękne oczy o barwie deszczu które idealnie zdobią jej melancholijny wyraz twarzy. Dla mnie jest to Sayuri, która uciekła z czasów drugiej wojny światowej i postanowiła zaszyć się we współczesności... 







Sayuri bardzo szybko zaprzyjaźniła się z Charlotte, moją pierwszą tonnerką od której zaczęła się moja przygoda. Panny bardzo dobrze się dogadują i chcą razem pozować, więc mam nadzieję wielokrotnie postawić je razem przed obiektywem. 
Dla mnie tonnerki to bardzo ciężkie lalki, jeśli chodzi o fotografię. Ładnie pozują, wygodnie się je ustawia, są odporne na zniszczenia ale mają bardzo toporną budowę ciała, a ja wzięłam sobie za cel pokazanie ich zgrabności i delikatności.


Znalazłam kilka animacji na których widać piękno Sayuri - głównej bohaterki filmu "Wyznania Gejszy". Chciałam,  by w tym wpisie znalazł się wizerunek Sayuri Nitty, wiec zdecydowałam się na kilka animacji z filmu.







Jakiś czas temu, podczas jazdy tramwajem dostrzegłam piękne drzewo porośnięte różowymi kwiatami. Znalazłam więc chwilę i udałam się tam z moją Sayuri. Co prawda zdjęcia robione były na szybko, w drodze do Carrefoura, ale uważam, że takie właśnie sesje wychodzą najlepiej, bez żadnych planów i nerwów, kiedy nie wszystko idzie po twojej myśli...
Próbowałam też uchwycić piękno różowych kwiatów...

  











wtorek, 2 maja 2017

Charlotte

Witajcie :)

Dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić piękności, która kilka dni temu zawitała do mojego mieszkania. Jest to jedna z kolekcjonerskich lalek od Roba Tonnera. Najprawdopodobniej jest to model Tonner Chase Kit, jeśli coś pomyliłam to proszę o informacje bo w temacie "tonnerek" jestem jeszcze zupełnie zielona i nie rozróżniam wszystkich modeli.

U mnie niebieskooka piękność otrzymała imię Charlotte.

Muszę przyznać, że z tymi lalkami mam pewien problem, a mianowicie nie przepadam za nimi... Jednak Charlotte podbiła moje serce od kiedy ją zobaczyłam. Z zakupem nosiłam się przez jakieś dwa-trzy tygodnie. Niby jej nie chciałam ale jakoś nie mogłam o niej zapomnieć i cały czas wracałam do aukcji z nią. Całkowicie zauroczyła mnie jej melancholijna uroda. Te łagodne, niebieskie oczy w połączeniu  z naturalnym makijażem i piegami.
Dla mnie ta laleczka jest  słodka i przecudowna. Od kiedy przyszła, wprost nie mogę oderwać od niej wzroku. Bawię się nią w każdej wolnej chwili.
Wczoraj postanowiłam zabrać ją na sesję zdjęciową, efekt pozostawiam do waszej oceny:











niedziela, 9 kwietnia 2017

Where is a white rabbit?

Witajcie :)

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych postanowiłam, na krótką chwilę wyrwać się z domu by zrobić coś kreatywnego. Ostatnio przeżyłam wiele nerwowych dni i stwierdziłam, że bez kilku chwil na odpoczynek, może być źle... I nie piszę tego by wywołać współczucie czy się wyżalać, ale po to by dodać sobie motywacji, Postanowiłam częściej robić zdjęcia, realizować więcej pomysłów, Dość już tego ciągłego zadręczania się...

Dziś wraz z Inką, skoro świt ruszyłyśmy na sesję lalkową. Wszystkie fotografie powstały spontanicznie a pomysł, złożenia z nich sesji tematycznej wyszedł całkiem przypadkowo. Na wszystkich zdjęciach przeważają ciemne kolory, co spowodowane jest pochmurną pogodą. Efekt jaki uzyskałam pozostawiam do waszej oceny...

***

Lillian od dawna marzyła by ujrzeć czarodziejskiego, białego królika pokazującego się raz do roku w czasie zbliżonym do Świąt Wielkiej Nocy. Więc dziś z samego rana wraz z Inką wybrałyśmy się z moją żywicową panną do parku, gdzie podobno można spotkać różne magiczne stworzenia. Bardzo chciałam by życzenie mojej żywicowej ślicznoty się spełniło...
Gdy dotarłyśmy do parku dzielnie przeszukiwałyśmy wszelkie alejki, górki i inne zakamarki parku aż w pewnym momencie dojrzałyśmy zaszytą w głębi mchu króliczą norę, Gdy podeszłyśmy bliżej naszym oczom ukazała się wystająca z norki para małych uszek. Po krótkiej chwili oczekiwania pojawiła się mała biała postać o puszystych łapkach i inteligentnie połyskujących czarnych oczkach. Lillian była zachwycona, a my z Inką, co tu ukrywać? Też byłyśmy pod wrażeniem uroku małej białej kuleczki. Króliczek z początku był nieufny ale później zdecydował się spędzić w naszym towarzystwie dłuższą chwilę. Niestety musiał szybko wracać do swojej kryjówki, ale może któregoś dnia znów go zobaczymy....












sobota, 18 marca 2017

Goodbye old look...

Witajcie :)

Postanowiłam, że mój blog będzie miał w sobie więcej życia. Doszłam do wniosku, że ostatnio bardzo zaniedbałam wszystkie zainteresowania, przez co moje samopoczucie się pogorszyło... Uwielbiam tworzyć pomimo, że nie zawsze dobrze mi to wychodzi, ale nie mogę się też ciągle zadręczać brakiem czasu i szukać wymówek bo będzie tylko gorzej. Mam nadzieję, że notatki dodawane na bloga będą dla mnie motywacją i posty będą pojawiać się częściej.

Dziś chciałabym wam przedstawić lalkę która przybyła do mnie kilka miesięcy temu. Jest to recast firmy Fairyland, o moldzie Ryeon. Ciałko mojej lalki to Moe-Line a kolor skóry dość nietypowa brzoskwinia. Lalka jest recastem - czyli podróbką, ale w moich oczach jest przepiękna i bardzo dobrze wykonana. Jeśli chodzi o Fairyland to ich lalki są przepiękne, ale wszystkie bardzo do siebie nawzajem podobne. Poza tym cena ich oryginału a cena recasta są od siebie diametralnie różne. 

Z tego co mi wiadomo jestem trzecią właścicielką Ryeon i na pewno ostatnią. Pokochałam ją od pierwszego wejrzenia i jestem pewna, że nie wytrzymałabym rozstania z nią. 

Powodem tego wpisu, jest chęć przedstawienia mojej żywicowej ślicznoty w widocznym na zdjęciach makijażu. Jakiś czas temu zdecydowałam się wyczyścić jej twarz i nadać inny wygląd. Co prawda jej obecny makijaż był na swój sposób piękny ale całkowicie nie zgadzał się z moim wyobrażeniem o niej, a ponadto drażniła mnie piegowata buzia kontrastująca z idealnie gładką i czystą szyją. Mam nadzieję w niedługim czasie zaprezentować tu Ryeon kiedy już dostanie nowy makijaż i nowego wiga.